Nazwij to, jak chcesz: A co, jeśli Mitsubishi nas trolluje?

Fot. Oskar Speruda
(Zdjęcie przedstawia słynnego „Szaraka”– auto należące do utalentowanego rajdowca Aleksandra Ilczuka. Zapraszam również na jego stronę).

Na salonie w Genewie Mitsubishi pokazało model Eclipse Cross. SUVa. Z napisem „Eclipse” ważnym dla kultury motoryzacyjnej, choćby ze względu na „Szybkich i wściekłych”. Dla większości z nas to jedna z takich chwil, gdy okrzyk „co oni sobie myślą?!” to mało.

To policzek dla wszystkich z benzyną we krwi! Dziedzictwo związane z autami sportowymi powinno być dumą każdej marki, a Mitsubishi robi sobie z niego żarty! „Fate of the Furious” w drodze do kin, a my na salonie w Genewie oglądamy już „Twilight of the Furious”.

No prawie…

Prawie, bo jakoś umyka nam, że oznaczenie nowego modelu to „Eclipse Cross” i że firma Mitsubishi zostawiła sobie możliwość użycia nazwy Eclipse bez dopisku. Spójrzmy na kilka przykładów wieloczłonowych nazw:

  • Range Rover Sport – uzupełnienie Range Rovera. Gdy nie oferowano Evoque’a, można było traktować RR i RRS jako linię składającą się z dwóch spokrewnionych koncepcyjnie (bo technicznie RRS bazował na Discovery) modeli. Odkąd na rynku jest Evoque, Range Rover to już submarka, do której teraz dołącza Velar…
  • … ale w ofercie Land Rovera jest bardziej klasyczny przykład „linii modelowej”- Discovery i Discovery Sport- różne technicznie auta, przeznaczone dla różnych klientów, ale powiązane jakąś „wspólną myślą”…
  • … ba, coś podobnego znamy też z Mitsubishi- Pajero i Pajero Sport, a…
  • … żeby było jeszcze ciekawiej, ASX nazywa się w Stanach „Outlander Sport”.
  • Sam Jeep Grand Cherokee koegzystuje z Cherokee, z którym kiedyś był bardzo spokrewniony pod względem stylizacji, a słowo „Grand”…
  • … jest też wyróżnikiem minivanów z większym nadwoziem (Grand Voyager, Grand Espace).
  • Warto przypomnieć o Volkswagenach ze słowem „Cross” np. Cross Polo. W zasadzie są to wersje wyposażeniowe, ale firma (choćby przez użycie szyku słów „Cross Polo” zamiast „Polo Cross”) dąży do traktowania ich jak specjalnych modeli.
  • Po stronie dwuczłonowych nazw, które oznaczają następcę możemy natomiast zapisać Grande Punto i Punto Evo oraz Suzuki SX4 S-Cross.

Czyli co? Kiedy mamy dwa wyrazy i nie jest to coś w stylu „Monte Carlo” (nazwa własna) ani „Rapid Spaceback” (typ nadwozia), to zazwyczaj mamy też bratnie modele. A to oznacza, że Eclipse Cross może … zwiastować Eclipse coupé.
Oczywiście- żadna firma motoryzacyjna nie zaprojektowałaby SUVa tylko po to, by sprowokować fanów aut sportowych. Ale już w sięgnięcie po kontrowersyjną nawę w przypadku modelu, którego Mitsubishi i tak potrzebowało, jestem w stanie uwierzyć. Był sobie projekt auta mieszczącego się między ASX-em i Outlanderem, ktoś upodobnił tylną część nadwozia do Pontiaka Azteka, ale za to ktoś inny, pracujący w dziale marketingu zaplanował sprytną akcję. Przed dołączeniem do japońskiej ofensywy aut sportowych tworzonej przez tercet Toyoty (GT86, nową Suprę i zapowiadanego następcę MR2) oraz Hondę NSX i jej ewentualnego „mniejszego brata”, Mitsubishi zbierze sporo hejtu ale też sporo głosów „my chcemy prawdziwego Eclipse’a”. A gdy ten wjedzie na rynek, będzie bardziej oczekiwany, niż byłby w sytuacji gdyby nie powstało Mitsubishi Aztek.

Przepraszam, Eclipse Cross.

Andrzej Szczodrak

Nazwij to, jak chcesz: Tipowy Fiat

Fiat Tipo I

Fiat Tipo I

Zdjęcie: Pitrio

Wyobraźcie sobie, że bliska wam osoba rozwiązuje krzyżówkę i pyta o hasło: kompaktowy model Fiata.
Tak, warto zadać pytanie: na ile liter? Bo jeśli pięć to Bravo, Brava albo Stilo, a jeśli cztery to Tipo.
Sama liczba nazw robi wrażenie. A to jeszcze nic. Po ich chronologii widać, że pracownicy firmy z kraju pizzy są zafascynowani zupełnie innym wynalazkiem kulinarnym- cheeseburgerem.

  • Tipo (bułka)
  • Bravo i  Brava (ser)
  • Stilo (mięso)
  • Bravo (ser)
  • i znowu Tipo (bułka).

A żeby górna części bułki różniła się czymś od dolnej (sezamem?), aktualne Tipo ma wersje sedan i kombi. Coś jak dawne Tempra i Tempra SW.

Oczywiście dworując sobie w ten sposób z polityki nazewniczej Fiata wyświadczam włoskiemu koncernowi swego rodzaju przysługę. Bo przecież Tipo Sedan, konkurent Škody Rapid oraz Citroëna C-Elysée, został wprowadzony w miejsce lokowanej bliżej segmentu „B” niż „C” Linei. Ciekawie paletę fiatowskiego kompaktu przedstawiają koledzy z „Auto Świata”:

  • Tipo Sedan to następca Linei
  • Tipo SW jest kontynuatorem Stilo MultiWagon produkowanego do 2007 roku
  • a Tipo Hatchback zastąpi Bravo.

I co? Namieszał ten Fiat?
To nadal nie wszystko. W Turcji Tipo Sedan nosi nazwę Egea, a po Brazylii jeździ Uno blisko spokrewnione z Pandą.
Gdyby zbudować motoryzacyjny „tradycjometr” ze skalą od „Jesteśmy jak Chevrolet Suburban” do „Leave us alone, we know what we’re doing” to po przeanalizowaniu nazewnictwa  Fiatów z pogranicza segmentu B i C urządzenie musiałoby wyświetlać zdjęcie Kimiego Räikkönena i odtwarzać jego słynną wypowiedź.
Z drugiej strony- Fin zazwyczaj naprawdę wie co robi. Fiat też, jeśli pominiemy nazwy a zainteresujemy się samymi autami.

Andrzej Szczodrak

Motofikcja wyjaśnia: O co chodziło ze Škodą Snowman?

snowman

fot. Škoda

Potwierdzono już, że nowy model Škody będzie nosił nazwę Kodiaq. Uzupełnienie gamy o dużego SUVa to dla czeskiego producenta wręcz konieczność. W całej sprawie tajemnicza jest tylko jedna rzecz: jakim cudem tyle mediów spekulowało, że to auto trafi na rynek jako Snowman?

Ok, w krajach anglojęzycznych nie usłyszymy „You snowman!” jako obelgi. Nie grozi nam też „Du Schneemann!” w Niemczech, ani „Ty sněhulák!” w Czechach.

Ale żeby południowi bracia stwierdzili, że nad Wisłą nie ma się z czego śmiać i szykowali się do stworzenia polskiego odpowiednika Łady, która Nie Chodzi (No Va) lub autoerotycznego Mitsubishi (http://autokult.pl/6398,prostytutka-gile-z-nosa-lajno-niefortunne-i-wulgarne-nazwy-aut)?

Firma chcąca sprzedawać 1,5 mln. samochodów rocznie rozważa nazwę, która w sąsiednim kraju kojarzy się z obelgą „Ty bałwanie!”. Serio?

Oto możliwy przebieg wydarzeń według Motofikcji:

 

Miejsce: Škoda Auto Polska, dział PR

– Słyszeliście wieści z centrali? Będzie SUV większy od Yeti!

– I słusznie, bo to samograj. Najpopularniejsza marka rodzinnych aut wypuszcza nowy samochód w najpopularniejszym rodzinnym segmencie.

– No tak, ale w Polsce autem rodzinnym wciąż jest kompakt lub coś z segmentu B.

– To musimy zrobić szum wokół tego SUVa na długo przed premierą.

– Jak to osiągniesz?

– To proste. Dwa główne tygodniki motoryzacyjne w Polsce należą do dwóch dużych zachodnich wydawców. Podobnie jak kilka miesięczników. Jeżeli trafimy do właściwych dziennikarzy na Zachodzie, polską prasę zaleje masa przedruków na temat naszego auta. Czytelnicy muszą mieć wrażenie, że w dniu premiery nasz SUV wyjedzie z ich lodówki.

– Z lodówki powiadasz? No to operację „Snowman” uważam za rozpoczętą. Dzwonię do Czechów, by ludzie od kontrolowanych przecieków zwrócili szczególną uwagę na dziennikarzy dwóch koncernów.

Sympatycznym polskim PRowcom Škody udało się osiągnąć cel. Samochodu tak często zapowiadanego w rodzimej prasie motoryzacyjnej nie było chyba od czasu projektu X1-79, czyli … Cinquecento. W sukces przekuto nawet pewne nieporozumienie- słowo „Snowman”, będące kryptonimem projektu PRowego, wypłynęło do mediów jako potencjalna nazwa modelu. Kontrowersja (że jak? że Bałwan?) dobrze się sprzedaje. W marcu 2016 roku statystyki publikacji były tak dobre, że aż postanowiono strollować osoby traktujące tę nazwę poważnie. Jako żart primaaprylisowy wysłano informację o nowej Škodzie Snowman będącej … ratrakiem (http://www.mototarget.pl/news,snowman_czyli_pierwszy_ratrak_skody,21261.html).

Było też inne nieporozumienie. Jeden z pracowników polskiego PRu Skody użył w rozmowie z czeskim kolegą słowa „droga”. Jako że „droga” to narkotyk, zostało to odebrane jako prośba o przesłanie porcji marihuany. Zanim uczynny Czech zdążył podjąć próbę zakupu, zadzwoniono do niego ponownie i wyjaśniono, że polscy PRowcy starannie monitorują główne czasopisma motoryzacyjne w naszym kraju.

I nie potrzebują dodatkowych rozśmieszaczy.

Andrzej Szczodrak

Nazwij to jak chcesz: Škoda Rapid i Daćsun

Škoda Tudor

Škoda Tudor

(Fot.: Jan Kubík / Wikimedia Commons)

Dobór nazw dla samochodów jest jak podejmowanie decyzji w sprawach herbowej rodziny. O uzyskany lub odziedziczony status należy stale dbać, mając w pamięci słowa „Noblesse oblige„.

Datsun wielu kojarzy się z kultowymi 510, 240Z i 260ZX, a Škoda Rapid z coupé początkowo nazywanym Garde. Jednak w ostatnich latach na rynku pojawiły się liftback i hatchback z emblematami Škoda Rapid oraz Datsuny Go, Go+, On-Do i Mi-Do.
Reakcje motoryzacyjnej publiczności na użycie takich nazw nie są entuzjastyczne. Rafael Orlove z Jalopnika napisał list do Nissana. Wśród polskich miłośników motoryzacji więcej emocji budzi Rapid, czego przykładem jest tekst w serwisie Klasyczny.com.
Zasada wydaje się prosta: kultura motoryzacyjna nie lubi mezaliansów. Jeżeli emblemat znalazł się na samochodzie z segmentu luksusowego lub przeznaczonego dla entuzjastów, to nie powinno się go przenosić na auto typowo codzienne. Można to rozpisać w następujący sposób:

– nazwy usportowionego coupé nie wypada degradować do żadnego innego segmentu, zwłaszcza do aut rodzinnych,

– nie godzi się aby prawdziwa terenówka miała następcę w postaci „ugrzecznionego”rodzinnego SUVa,

– jeżeli producent decyduje się na to, by hatchback (także liftback) dziedziczył oznaczenie po limuzynie, hatchback ten powinien mieścić się w tym samym segmencie.

Użycie nazwy „Rapid” budzi uczucia mieszane. Nic nie stało na przeszkodzie, by mały liftback i bardziej typowy hatchback (Sportback) stały się Feliciami. Chociaż …
Škoda w latach 1959-1964, gdy nadwozie to nie pasowało do wizerunku producentów z bloku socjalistycznego, produkowała kabriolet. I kabriolet ten nosił nazwę Felicia. Później była dynastia aut sportowych z coupé 110R, jego wyczynową wersją 130RS oraz następcą- Rapidem znanym też jako Garde. Autem, które, jak piszą m.in. redaktorzy okserwis.pl, wzbudzało pożądanie.

Biorąc pod uwagę bogatą historię Škody można by oczekiwać, że ktoś odważny w Wolfsburgu zacznie pozycjonować czeską firmę … powyżej głównej marki koncernu (!).  Volkswagen woli jednak „flirtować” z taką polityką, niż konsekwentnie ją przyjąć. Ukłonem w stronę tradycji nie jest nawet to, że Octavia pod względem rozmiarów lokuje się w segmencie ponad Golfem, a Superb nad Passatem. Więcej znaczyły barokowe wręcz akcenty stylizacyjne jak osłony chłodnicy Octavii 1U (pierwszej „volkswagenowskiej”) i Fabii 6Y oraz wytłoczony w przednich światłach modelu 1Z po faceliftingu napis „Octavia”. Odpowiedzialny za ten kierunek Dirk van Braeckel nieprzypadkowo awansował do Bentleya i Bugatti. W czasach Jozefa Kabaňa zrobiło się nowocześnie, ale z mocnymi odniesieniami do Audi.
Z drugiej strony Škody mają skromniejsze niż Volkswageny wyposażenie i nadwozia o wyraźnie rodzinnym charakterze. Wielu dziennikarzy uzasadnia to wręcz obawami o „kanibalizację”, czyli w tym przypadku o to, że Škoda stanie się zagrożeniem dla głównej marki koncernu.
Felicię Hatchback, która jest już efektem czesko-niemieckiej współpracy, można by uznać za element planowego obniżania rangi historycznych nazw Škody. Zanim jednak oceni się ludzi zarządzających Volkswagenem i zależnymi spółkami jako grupę profanów, warto spojrzeć w przedwojenną historię czeskiej motoryzacji. Od 1934 „Rapidami” była cała gama aut: sedan, coupé, kabriolet i roadster. Wspólny mianownik stanowiły podwozia i silniki. Traktowanie auta jako osobnego modelu tylko z powodu nadwozia to powojenny wymysł.

Podsumowując, współczesny Rapid nie jest takim grzechem przeciw kulturze motoryzacyjnej, na jaki wygląda. Trudno byłoby godnie uczcić „czeskie Porsche” przy pomocy czeskiego Scirocco.
Większe nadzieje wiązać można z nazwą „Tudor”, mającą w sobie coś, co nazwałbym … pokracznym wdziękiem (pokracznym, gdyż „Tudor” to w tym przypadku nie dynastia, a fonetyczny zapis wyrażenia „two door”).
Nazwa, jak nazwa, ale moim zdaniem zaprezentowane w 2002 roku prototypowe coupé bazujące na Superbie ma w sobie spory ładunek czystego motoryzacyjnego piękna.

W przypadku Datsuna sprawa jest jeszcze ciekawsza. Marka, która zasłynęła samochodami sportowymi … niejako wróciła do korzeni. Zaczynała bowiem jako marka spółki DAT produkująca auta o pojemności silnika poniżej 500 cm3, na które nie wymagano prawa jazdy. Datson, czyli syn DAT, zmienił się w Datsuna, gdyż „son” brzmi po japońsku jak słowo oznaczające stratę.

Używać nazw z przeszłości i nie stracić na znaczeniu. Trudne zadanie.

Andrzej Szczodrak

Nazwij to, jak chcesz: Nazewnicze DTM, czyli jak BMW i Mercedes robią porządki a Audi nie jest w stanie wygrać z Alfą

Alfa 155 DTM

Alfa 155 DTM

W pismach pojawia się coraz więcej informacji o Mercedesie GLE.

Jak można się domyślić na podstawie poprzednich wpisów, z uwagą obserwuję kolejne generacje średniego SUVa ze Stuttgartu z Tuscaloosy, gdyż naprawdę podziwiałem pomysł na ML W163. GLE, czyli następca klasy M wjeżdża na rynek z nowym oznaczeniem modelowym, ponieważ firma chce uspójnić nomenklaturę.
W 2013 roku „porządki” zaczęło robić BMW i dwudrzwiowy odpowiednik serii 3 nazwało serią 4. Fani marki mają raczej mieszane uczucia, o czym można się przekonać obserwując komentarze na stronie facebookowej BMW Trends.

Nazewnictwo samochodów można oceniać wedle dwóch kryteriów. Pierwsze to zgodność z tradycją (czyli elementem tego, co lubię nazywać kulturą motoryzacyjną). Drugie to logika.
Kryteria te niekoniecznie są ze sobą zgodne. Tradycja potrzebuje ciągłości. Jeśli już istniało coś takiego, jak „trójka” coupé i w wielu ludziach auta te budzą sentyment, to kolejna generacja też powinna nazywać się „BMW serii 3 coupé”. Klienci otrzymają wtedy komunikat: dajemy Wam to, co znacie i cenicie, tylko w nowym wydaniu. Wielu z nich wybierze się dzięki temu do salonu.
Logika nakazuje jednak: jeśli przyjmujesz jakieś rozwiązanie, stosuj je konsekwentnie. Jeżeli zbudowane w oparciu o serię 5 coupé (a także kabriolet i sedan stylizowany na coupé) występują pod nazwą „seria 6”, to w przypadku dwudrzwiowego auta na bazie serii 3 także wypadałoby numer inkrementować (a co, według Clarksona BMW są dla informatyków) do 4.
Zasady BMW wydają się proste:

– nieparzyste numery przypisujemy autom rodzinnym (sedany, kombi i hatchbacki, łącznie z liftbackami GT),

– liczby parzyste zarezerwowane są dla samochodów o linii sportowej (w tym „czterodrzwiowych coupé),

– SUVy, a raczej, w języku marki z Monachium, SAVy na początku otrzymują „X” a roadstery Z.

A co z konsekwencją stosowania tych reguł?
Seria 7- sedan, zgadza się,

Seria 6- coupé, cabrio i sedan o sportowej linii, czyli ok,

Seria 5- sedan, touring i GT, nadal logiczne

Seria 4- coupé i cabrio, czyli jak najbardziej się zgadza. Z punktu widzenia tradycji ta nazwa może sobie być i profanacją, ale logika mocno za nią przemawia,

Seria 3- sedan, touring i GT, wszystko w porządku,

Seria 2- coupé i cabrio ok, ale do tego jeszcze wrócimy,

Seria 1- hatchback, może być.

I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie … seria 2 Active Tourer i Grand Tourer. Tu nagle okazuje się, że idąc pod prąd tradycji (przednionapędowe BMW), można zrezygnować też z żelaznej logiki. Bawarskiemu koncernowi tak zależało, by podkreślić sportowy charakter minivanów, że trafiły one do jednej kategorii nazewniczej z coupé i kabrioletami.
Szaleństwo? I tak, i nie, bo kultura motoryzacyjna rządzi się podobnymi prawami jak sztuka. Zasady od czasu do czasu łamać warto, byle … konsekwentnie.

Tu pozwolę sobie na małą dygresję. Wielu odmawia miejsca w tradycji Porsche modelowi Cayenne. Cóż. Ferdinand Porsche kilka aut terenowych, półterenowych i czteronapędowych w życiu zaprojektował. I była wśród nich nawet hybryda. W przypadku Cayenne za swego rodzaju „zgrzyt” można natomiast uznać wybór silnika diesla. Nie chodzi o sam fakt, że do produkcji trafiło Porsche spalające olej napędowy, a o to, że bratnie Touareg i Q7 miały z wysokoprężne jednostki o znacznie lepszych parametrach. To nie przystoi Porsche.
Do koncernu Volkswagena, reprezentowanego przez Audi, jeszcze wrócimy, ale na razie zajmijmy się Mercedesem.

ML rozszyfrowywałem jako „Multipurpose Limousine”. Uważam, że to „M” ładnie pokazywało samodzielność pomysłu względem legendy Gelendy (fani motoryzacji też mogą mieć swoje łamańce językowe, a nie tylko jakieś „w Szczebrzeszynie Volkswagen Typ 1 brzmi w trzcinie”).
Nazwy GLA, GLC, GLE, GLS przekazują komunikat „jesteśmy ucywilizowanymi <<kuzynami>> klasy G”. Prawda jest taka, że … klasy G pod żadnym pozorem cywilizować nie należy, MLA, MLC, MLE i MLS mogłyby być bardziej adekwatne.
Mercedes zrobił porządek także w nomenklaturze aut usportowionych. Nie ma CLK, jest C coupé i E coupé. Sedanom z drzwiami bez ramek konsekwentnie przypisano oznaczenia zaczynające się od CL.

Mylące może być natomiast to, że przedrostki „CL” i „SL” wyróżniające typy nadwozi (limuzyna w stylu coupé oraz roadster) zawierają litery C i S. Te same, które w GLC i GLS występują jako przyrostki określające „kaliber” aut.
Oznaczeń roadsterów nie zmieniano. SLK należałoby wtedy przemianować na SLC, ale SL musiałby zostać … SLS-em.
Poszukajmy więc spójności u Audi.

Sedany i kombi oznaczane są literą A i parzystą liczbą. Zgadza się? Zgadzało, do czasu wejścia na rynek A3 limousine.

Liczba nieparzysta może oznaczać hatchbacka (A1, A3), coupé i nawiązującą do niego limuzynę (A5) lub liftbacka mającego przywodzić na myśl coupé (A7).
Jeżeli jednak nadwozia typu kombi przypisane są do liczb parzystych a te o bardziej sportowej stylizacji do nieparzystych, to dlaczego rodzina SUV-ów z pionowymi tylnymi drzwiami składa się z Q3, Q5 i Q7? I co zrobi Audi, gdy przyjdzie mu powalczyć z BMW X4 i X6 oraz z Mercedesem GLC i GLE coupé?
Problemem jest tu … firma, która też ma swoje miejsce w historii DTM, czyli Alfa Romeo. A dokładnie jej prawa do oznaczeń Q2, Q4.
Biorąc pod uwagę zamieszanie, jakie zrobiła Giulia osiągając wynik 7:39 na Nürburgringu, nazwy to teraz najmniejszy problem Niemców. Czy Giulia będzie miała wyczynową wersję na miarę 155 V6 TI? Zobaczymy.

Andrzej Szczodrak

Nazwij to, jak chcesz: Fiat Multipla

Fiat 500L

(Fot.: NRMA Motoring and Services)

W cyklu „Nazwij to, jak chcesz” zamierzam pokazywać paradoksy samochodowego nazewnictwa. Zagoszczą tu m.in. Skoda Rapid wracająca jako liftback, Fiat 500 z 1991 roku i inne tego typu zjawiska.

Wczoraj przypominałem, że Multipla mogła wyglądać jak podwyższona Marea, a tymczasem w Internecie rozhulało się coś, co niedługo będzie nosiło nazwę „The Multipla Meme”. Chodzi o agresywnie wyglądające Multiple z różnymi przodami.

Wreszcie okazało się po co są komputerowe programy graficzne- to jedyne narzędzie, którym można  obrobić Multiplę tak, by później nie zastanawiać się, komu ją podrzucić.
Tymczasem umyka nam jeszcze jedno spostrzeżenie. Powrót do nazwy „Multipla” w 1998 r. nie był uzasadniony. Pierwsza Multipla należała do rodziny 600-tki, więc więcej wspólnego niż jej rzekomy następca miał z nią wprowadzony w 2003 r. Fiat Idea. Gdyby przy tworzeniu nazewnictwa aut kierowano się żelazną logiką, to minivan na bazie Fiata Bravo mógłby nosić miano Fiat Pazzo (przesadzam, na „szalonego” jednak by się nie odważyli) lub choćby, w nawiązaniu do modelu 527, Fiat Ardita (a to kojarzy mi się z ciekawym opowiadaniem F. F. Fitzgeralda pt. „Przybrzeżny pirat”) . Na auto zasługujące, by wrócić do nazwy „Fiat Multipla” czekalibyśmy do 2012 roku.
Wtedy to tradycję Fiata 600 Multipla mógłby kontynuować Fiat 500 Multipla. Żadne tam 500L.

Andrzej Szczodrak