Renault przejmuje producenta zmodyfikowanych BMW!

Alpine (czyt. Alpin) A110- model z lat 1961-1977 (oficjalna premiera w 1962 r., zakończenie produkcji we Francji w 1977 r.)

Fot. Lothar Spurzem

Nie ucichły echa po tym, jak internetowy mem „sprzedam Opla” poszedł w nieoczekiwanym kierunku i został … wdrożony w życie przez szefostwo General Motors, a już szykuje się kolejna sensacja w biznesie motoryzacyjnym. Renault przejmuje założoną w 1965 r. przez Burkarda Bovensiepena firmę Alpina (podkreślam: AlpinA). Rozwiązanie to wydaje się podwójnie ekscentrycznym posunięciem. Po pierwsze Alpina (podkreślam: AlpinA) znana jest z produkcji aut* na podstawie BMW (a Renault współpracuje przecież z Mercedesem). Po drugie, koncern z centralą w Boulogne-Billancourt ma od 1973 r. w swoim posiadaniu firmę Alpine (podkreślam: AlpinE, czyt. Alpin).

Jak powiedział nam przedstawiciel francuskiej firmy, zakup ten był konieczny, by uniknąć pomyłek na polskim rynku. „Najpierw oglądaliśmy <<Samochód Marzeń. Kup i zrób>> w TVN Turbo, a tam Adam Klimek nazywa sportową wersję klasycznego Renault 5 <<Alpiną>>. Później włączamy <<TOK FM>> i słyszymy, jak Jacek Balkan w kilku audycjach wymawia nazwę naszej submarki w taki sam sposób. W jego przypadku to już recydywa! Musieliśmy zareagować dla dobra francuskich aut sportowych oraz po to, by ratować twarz poważanego eksperta! Zadzwoniliśmy do centrali a oni do pana Bovensiepena. Resztę znacie”.

http://audycje.tokfm.pl/audycja/Codzienny-Magazyn-Motoryzacyjny/18

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się również, że kilku polskich dziennikarzy motoryzacyjnych znanych jest w centrali Renault jako „alpiniści”.

W nagrodę za osiągnięcie Himalajów niedokładności.

Fakty

  • News jest, oczywiście, zmyślony, ale problem mylenia dwóch marek w polskich mediach jest, niestety, prawdziwy.
  • Podane we wpisie daty też
  • Firma Alpina faktycznie jest czymś więcej niż tylko tunerem. Możliwość nadawania numeru VIN oznacza, że ma ona status producenta: http://www.alpina-automobiles.com/en/alpina/manufacture/

Andrzej Szczodrak



Moje dzieciństwo z Iksem

X1-79

17 lutego 1991 roku to niedziela, co oznacza nieczynne kioski. Pierwszy „Auto Motor Sport” opatrzony tą datą, a redagowany przez zespół Jerzego Borkowskiego (pisma tego nie należy mylić z działającym obecnie „Auto Motor i Sportem” pochodzącym od „Auto International”) kupuję najprawdopodobniej w poniedziałek 18 lutego. We „wstępniaku” zespół redakcyjny tłumaczy powody rozstania z marką „Motor” a w lewym dolnym rogu trzeciej strony znajduje się zaś zwiastun drugiego numeru, w którym ma znaleźć się artykuł pt. „Rok Iksa”.

Oznacza to zbliżający się finał wielkiego oczekiwania. Napięcie przed tą najważniejszą dla polskiej motoryzacji premierą da się zmierzyć, i to bez uciekania się do metaforyki w stylu pewnego wybitnego Anglika. Otóż: wielkość oczekiwań, przynajmniej w moim przypadku, jest odwrotnie proporcjonalna do ilości przestrzeni na tylnej kanapie „Malucha”. Pomimo że naturalny dla instrukcji obsługi jest styl czysto informacyjny, książeczka opisująca jak korzystać z Fiata 126p zawiera elementy humorystyczne. Głosi bowiem, iż samochód ten przewozi cztery osoby. Można by się zgodzić, jednak pod warunkiem, że nie zdefiniuje się ich jako „kierowcę i troje pasażerów” a jako „kierowcę, pasażera i dwóch skazańców”.

Kim ma być ten „Iks”? W zasadzie, X1/79, ale fakt, że dziennikarze i ich czytelnicy chętnie używają tylko pierwszej litery tego symbolu nie powinien dziwić. Samochodowy bohater, którego rolą jest wywiezienie Polaków z epoki motoryzacji PRL-owskiej musi być przecież naprawdę tajemniczy. Gdyby nie ta tajemniczość, można by przesunąć się o kilkanaście lat wprzód i nazwać Iksa Kamilem Stochem na czterech kołach. Iks ma zastąpić najpopularniejszego z popularnych. Co prawda nie Małysza a „Malucha”, jednak mając przed oczami polskie drogi z czasów przełomu ustrojowego, można zgodzić się, że skala oczekiwań jest podobna.

Najwięcej cech X1/79 dzieli jednak z Zorro: to bohater zamaskowany, dysponujący znakiem rozpoznawczym, który nie pozwala o nim zapomnieć. Więc redaktorzy nie zapominają, choć szanują jego sekrety. W drugim numerze AMS, w opatrzonym zdjęciami Mirosława Rutkowskiego tekście Tomasz Sobiecki pisze: „Licencjobiorca jest do tajemnicy zobowiązany kontraktem, trzeba więc wybaczyć personelowi FSM oprowadzającemu dziennikarzy, że sekretów dochowywał skutecznie. Oczywiście nie miałoby sensu ukrywanie takich np. szczegółów, że Iks będzie samochodem o zbliżonej do PF 126p długości”. Podkreślają jednak jego mocne strony, pisząc np. o rozstawie osi, który ma być równy 2,2 m, a więc o 36 cm więcej niż w „Maluchu”.

Kolejny tydzień nie przynosi nowych informacji ani prognoz. AMS przywołuje żart, że Skoda produkowana pod kierownictwem Fiata mogłaby nazywać się Fiasko, komentując, iż „Fiaska jednak nie będzie”. Fakt. Czy ktoś w 1991 r. może mieć choćby częściowe wyobrażenie o tym, jak bardzo daleko od fiaska będzie czeska marka za kilkanaście lat!? Wróćmy jednak do naszego bohatera, który po raz kolejny występuje w zapowiedzi. W czwartym numerze AMS ma znaleźć się tekst na temat nazewnictwa aut oraz artykuł o obligacjach FSM „na Iksa”. Obecność następcy „Malucha” w drugim z tych materiałów jest oczywista, ale to pierwszy kręcił się wokół nowego auta niczym wytrawny rajdowiec wokół beczki na Karowej. Są obawy, że Iks jako Fiat Micro może mieć kłopoty z Nissanem Micra. Przy okazji redaktor przywołuje nazewnicze wpadki, w tym niezbyt szczęśliwe skojarzenia, jakie w Finlandii budzi ponoć polska Nysa. Kolejny „Auto Motor Sport” rozwiewa wątpliwości: prawa do nazwy „Micro” posiada GM, więc „Iks” tego miana nosił nie będzie. Można zająć się innym aspektem rynkowej przygody naszego bohatera- czekającymi go pojedynkami z Renault nazwanym roboczo „X 06” (Twingo), Fordem „Baby” (Ka?) oraz małymi Seatem i Volkswagenem (Arosa i Lupo). W siódmym numerze „X1/79” przywołany jest jako przykład współpracy Polaków z Fiatem w artykule o inwestorze dla FSO (ehhhh). Następny, ósmy AMS przynosi spojrzenie na „Iksa” w jego otoczeniu rodzinnym. Przewiduje się stosowanie podobnych części w podwoziach aut różnych segmentów, co oznacza, iż „Fiat przygotowujący odmiany 4×4 po prostu doda wał napędowy, przekładnię główną, półosie a zmieni jedynie piasty kół. I choć trudno zakładać, że w bliskiej przyszłości pojawi się wersja «superprzyczepna» naszego Iksa, rozwiązanie zawieszenia jego tylnych kół pozwoliłoby na taki manewr konstrukcyjny”. Wielokrotne wykorzystanie tych samych rozwiązań oznacza też, że „legendarny już” Iks będzie podobny do następcy Uno, a różnica rozstawów osi wyniesie „jedynie 21 cm” na korzyść większego modelu. Dziewiąty tydzień nowego pisma być może obyłby się bez naszego bohatera. Znalazł się jednak zdesperowany czytelnik narzekający na brak części do Fiata 126p BIS i pytający „Czy będzie podobnie z nowym samochodem IKS? Jeżeli tak, to można i ten samochód zaliczyć do polskich bubli do tej pory u nas produkowanych”. Zirytowany właściciel BISa może być pewny odpowiedzi. Osłabia bowiem wielką nadzieję: IKS ma być wspaniały i kropka. Choć Kropka to akurat Punto, czyli wspomniane już „Uno II” pokazywane zresztą na rysunkach w AMS w formie naprawdę zbliżonej do ostatecznego kształtu modelu mającego się pojawić za dwa lata.

Dziesiąty numer przynosi wzmiankę o nowym aucie z FSM tylko w rubryce „Z ostatniej chwili”. Opisując wojnę o FSO między Fiatem a GM, Daniel Czekacki prognozuje, że „w ciągu najbliższych 2-3 lat koncern nie może liczyć na wyprodukowanie takiego przeboju rynkowego, jakim był Fiat Tipo” zastrzegając jednak, iż „pomija w tym miejscu następcę «malucha»!”. Przedstawia też obawy specjalistów z FSO, że „Uno konkurowałoby z «Iksem», gdyż ten pierwszy należy do samochodów tzw. klasy B, zaś «Iks» jest z pogranicza klasy A i B”.

Mija kolejny tydzień i ten sam autor jeszcze raz przypomina o odpowiedzialności ciążącej na naszym bohaterze. W końcu „współpraca GM-FSO oparta zostanie na spółce mieszanej (joint-venture) a FSM z Fiatem-Auto na umowie licencyjnej. W tę drugą historię budżet państwa wpakował niemało pieniędzy w postaci kredytów, zwolnień podatkowych. Druga strona również. Niedługo będzie trzeba te pieniądze odzyskać; strona polska oraz Włosi liczą, że «Iks» przyniesie oczekiwane zyski płynące ze sprzedaży tych aut w Polsce, jak i poza granicami”. Na czwartej stronie przeczytać można notatkę o rosnących cenach „Maluchów”, w tym wersji inwalidzkiej, która kosztować będzie 27 mln zł. Czekam na „Iksa” także dlatego, iż jako auto z FSM on również zostanie dostosowany do potrzeb niepełnosprawnych. A właśnie taki samochód jest potrzebny mojemu Tacie.

W artykule umieszczonym na ósmej stronie jedenastego numeru „AMS” red. Wiesław Najhajt przewiduje, że wkrótce bardziej opłacalny niż produkcja będzie handel towarami z zagranicy. Światełkiem w tunelu jest Centra, która oferuje już „małe bezobsługowe akumulatory 32 i 40 Ah atestowane przez Fiata, do samochodów produkcji FSM- czyli dla Iksa.”. Jak za kilka lat powie (nie o nowym samochodzie FSM) pani Stanisława Celińska w filmie „Pieniądze to nie wszystko”, „Iks” to dla naszego przemysłu „Zbawiciel. Normalny zbawiciel”. Jedenasta strona. Plakat. Wielkie litery: „NARESZCIE! Legendarny X1/79 następcą PF 126p!”. Pada też oficjalna nazwa oraz wymienione są silniki – „o pojemności 703 cm3 i mocy 22,8 kW (dwucylindrowy); – o pojemności 903 cm3 i mocy 30,2 kW (czterocylindrowy)”. Optymalna wydaje się „dziewięćsetka”, która przy ubezpieczeniu mieści się jeszcze w najtańszej kategorii. No, ale „o cenie za wcześnie jeszcze mówić”. W każdym razie przeżywam każde zagięcie tego plakatu.

Pomimo że nasz bohater ukazał się już bez maski, pojawi się w niej jeszcze w kilku numerach pisma, m.in. w siedemnastym. AMS Nr 22 z 14 lipca 1991 roku przy tabelce, w której „dziewięćsetka” o znanej już nazwie nokautuje rywali prędkością maksymalną 140 km/h (przyśpieszeń niestety nie podano) a mocą 33 kW remisuje tylko z większym Yugo. Takie liczby muszą działać na wyobraźnie siedmiolatka, który już wie, że licznik „Malucha” z 140 km/h wyskalowano z dużą rezerwą. „Iks” to auto-marzenie. Tydzień później red. Grzegorz Chmielewski rozważa, jakie opony będą zastosowane w następcy „Malucha”.

Red. Jerzy Borkowski odbywa pierwsze jazdy Cinquecento na prezentacji 9 grudnia 1991 roku. 15 grudnia wychodzi czterdziesty czwarty numer AMS. Bez materiału o następcy „Malucha”, choć „Iks” to taki samochodowy „Czterdzieści i cztery”. Wrażenia z testu pojawiają się w pierwszym numerze AMS na 1992 rok, opatrzonym datą 5 stycznia. Jak przystało na zamaskowanego superbohatera, Iks daje się poznać dziennikarzom w Cinecitta- „włoskim Hollywood nie opodal Rzymu” (pisownia oryginalna, ale wybaczmy, to z emocji).

Dziesiąty numer AMS z 1992 roku zawiera wywiad red. Janusza Dąbrowskiego ze słynnym kierowcą rajdowym i wyścigowym oraz wybitnym tunerem Jackiem Chojnackim, który na temat zapowiadanego powrotu FSM do sportu z nowym autem mówi, że „nowoczesne i komfortowe dla każdej gospodyni domowej zawieszenie Cinquecento i duża bryła tego samochodu sprawiają, iż nie da się nim jeździć tak szybko, jak PF 126p z podrasowanym silnikiem”. Po kilku latach Pan Jacek do sukcesów za kierownicą „Malucha” dołożył zwycięstwa i miejsca na podium osiągane w Cinquecento.

Drogi Fiacie Cinquecento, dziękuję, że byłeś „Iksem”.

Andrzej Szczodrak



Polityka transportowa

bus

Zmęczeni? Zapewne zmęczeni. To może dla relaksu eksperyment myślowy.

Wyobraźcie sobie że

  1. Płodzicie dziecko
    (hej, już dobrze, dobrze, nie trzeba wyobrażać sobie płodzenia tak dokładnie 😉 ).
  2. Etap pieluch mija bardzo szybko (widzicie jaka ta Motofikcja jest dla Was dobra?) i mamy przed sobą młodego człowieka, w którym warto byłoby odkryć jakiś talent.
  3. Jak już wspomniałem, Motofikcja jest dla was dobra i docenia różne pozamotoryzacyjne zainteresowania
    1. próbujemy ze skrzypcami
    2. próbujemy z piłką nożną
  4. Wysyłamy dziecko na odpowiednie zajęcia.
  5. Po wielu wymagających ćwiczeniach zbliża się moment pierwszej rywalizacji.
  6. No, chyba nie po to jesteśmy rodzicami, by nasze dziecko konkurowało z kimś na równych warunkach?!
    1. stanowczo żądamy, by nasze dziecko grało na skrzypcach używanych na Konkursie im. Henryka Wieniawskiego, a wszystkie pozostałe przekazywały sobie po kolei  instrument szkolny.
    2. na wszystkich treningach mają być dwie piłki- jedna dla naszego dziecka, druga dla reszty! Niech inni sobie dryblują i wykonują wślizgi, nasz szkrab ma tylko strzelać bramki!
  7. Nasze dziecko ma przyjaciela uczącego się tej samej dziedziny, ale tylko dla zabawy i towarzystwa:
    1. oczekujemy, że szkoła sprowadzi ulubieńcowi naszej pociechy drugi instrument z najwyższej półki oraz zapewni przed konkursem kilka lekcji ze światowej sławy profesorem. Na tyle możemy się zdobyć. Przecież wcześniej załatwiliśmy, by ten profesor przez pół roku uczył tylko nasze dziecko.
    2. zmuszamy trenera, by ulubiony kolega, dotąd grający tylko jako bramkarz, został skrzydłowym i podawał do naszej, występującej oczywiście jako napastnik, latorośli.
  8. Nadszedł Ten Wielki Dzień
    1. ubrania zamówione dla naszego dziecka i jego przyjaciela u najlepszego projektanta mody wiszą w szafie. Regulamin konkursu wyklucza ekstrawaganckie stroje? A to głupi świstek…
    2. nasze dziecko i jego przyjaciel zagrają w specjalnie zamówionych strojach naszej ulubionej zagranicznej drużyny. No przecież nie pozwolimy, by dwa takie talenty kalały się koszulkami i spodenkami klubu, którego pierwsza kadra ugrała raptem miejsce w drugiej połowie tabeli Ekstraklasy!
  9. Tym organizatorom to jednak trzeba patrzeć na ręce…
    1. ściągnęli jakichś jurorów spoza naszej szkoły. Skandal! Nie po to fundowaliśmy nowe schody, nowe instrumenty i te kilka książek do biblioteki, żeby pani dyrektor robiła nam takie świństwo!
    2. co za głupi sędzia! Przecież tak dobrze nauczyliśmy nasze dziecko upadać w polu karnym. A ten skończony idiota za nic w świecie nie chce zagwizdać! Kalosz! Won!
  10. Czas na metody radykalne
    1. w przerwie obiadowej siadacie na miejscu przewodniczącego jury. Pani dyrektor już dostała solidną reprymendę i doskonale wie, gdzie ma wysłać tego kretyna, który śmiał wyrazić wątpliwości co do gry naszego przyszłego wirtuoza!
    2. nasłany przez tych idiotów z OZPN arbiter siedzi zamknięty w szatni. Klucz do pomieszczenia leży bezpiecznie w zamykanym schowku naszego auta. Trochę niewygodny ten strój sędziowski, ale czego się nie robi dla swojego dziecka!

Co, nie postąpilibyście w ten sposób?

Przykro mi, powinniście poddać się reedukacji u aktywistów miejskich albo u organizatorów Masy Krytycznej. Od przyszłościowo myślących, prospołecznych władz miasta wymaga się właśnie takiego podejścia do transportu publicznego i rowerów!

Andrzej Szczodrak



Volvo ujawnia: pojazdy autonomiczne uczynią Cię żywym trupem

Zwolennicy pojazdów autonomicznych zachwycają się nową reklamą Volvo pokazującą „różne rodzaje śmierci”. Także i moim zdaniem ta reklama jest FAN-TA-STY-CZNA. Nie, nie zmieniłem zdania o „autonomach”. Po prostu dostrzegam w tym filmie przepiękne drugie dno.
Teoretycznie widz ma wierzyć, iż powodem śmierci bohatera jest strach przed niemożliwością uratowania przechodnia.
Popatrzcie jednak na tę apatyczną twarz „kierowcy”. Równie dobrze mógł zabić go styl życia związany z pojazdami autonomicznymi.
Powszechne jest przekonanie, że wyćwiczony mózg daje ciału długie życie. A przecież prowadzenie samochodu jest, wbrew pozorom, bardzo dobrym ćwiczeniem dla „najważniejszego mięśnia”.
Na przedwczesną śmierć bohatera reklamy można zatem patrzeć jako na finał procesu zostawania otępiałym, nadmiernie polegającym na komputerze nudziarzem, niezdolnym do koncentracji nawet na czymś przyjemnym.

BARDZO DZIĘKUJE VOLVO ZA TO OSTRZEŻENIE

– A co z ludźmi, którzy po prostu nie lubią jeździć?
– Powinni być traktowani jak ci, którzy „po prostu” nie lubią czytać. Nikt nie zmienia ich postawy przemocą, ale postrzega się ich jako bezmyślnych.

 

Jarosław Kaczyński i Ford T

1910 Ford-T

Serwis Motofikcja dotarł do zaskakującej informacji historycznej.

Znana jest wypowiedź Henry’ego Forda o palecie lakierów Modelu T obejmującej „każdy kolor, pod warunkiem, że będzie to czarny”. Trochę mniej popularna jest wiedza, iż w rzeczywistości „Blaszaną Elżbietkę” od początku oferowano w kilku innych barwach.

http://modelt.org/index.php?option=com_content&view=article&id=21:paint-colors&catid=26:paint&Itemid=88

I teraz prawdziwa sensacja: rozbieżność ta jest efektem współpracy amerykańskiego pioniera motoryzacji ze słynnym ekspertem od kolorów.

Tak, Tym, któremu nikt nie wmówi, że czarne jest czarne, a białe jest białe.

Andrzej Szczodrak



Korona Kielce Grand Tour

800px-Korona_Kielce_fans

Fot. Piotr Drabik, Wikimedia Commons

Wielu fanów motoryzacji nie lubi piłki nożnej. Niektórzy próbują nakręcić rywalizację o kibiców i sponsorów między motorsportem a futbolem. Cóż, znam co najmniej kilka zainteresowań kolidujących z miłością do aut i motocykli, dużo bardziej niż dyscyplina sportu, od której zaczynali Carlos Sainz i Józef Kiełbania.

Ale takiego skojarzenia futbolowo-motoryzacyjnego nawet ja się nie spodziewałem.
W Kielcach działa klub piłkarski Korona. Historia dążeń do tego, by Korona przestała należeć do władz miasta aż prosi o mema „Prezydent płakał jak sprzedawał”. Albo o stwierdzenie, że Korona zmienia właściciela równie chętnie, co Renault Laguna drugiej generacji, czyli „Królowa Lawet” i że nie przemianowano jej jeszcze na Lagunę II Kielce tylko dlatego, że „II” w nazwie zarezerwowane jest dla drużyn rezerwowych.
A teraz Korona Kielce ma nowego trenera- pana Tomasza Wilmana.
Oczywiście, zbiegi okoliczności nazwisk się zdarzają. Jednak w tym przypadku mówimy o powierzeniu pierwszego zespołu w najwyższej klasie rozgrywkowej szkoleniowcowi prowadzącemu do tej pory tylko drużyny młodzieżowe i rezerwowe. Robi to klub, który przez długi czas umiał wyszukiwać młodych trenerów z ciekawym doświadczeniem.
Więc powód może być tylko jeden. Fascynacja działaczy słynnym Andym Wilmanem. Pomyślcie: wy tylko piszecie komentarze o Chrisie Evansie jako o następcy Jeremy’ego Clarksona, a tu ktoś naprawdę się wysilił, by pokazać przywiązanie do Wielkiej Trójki motoryzacyjnych prezenterów i zaprzyjaźnionego od lat szkolnych z Clarksonem producenta. Producenta, który również przeszedł z „Top Gear” do „The Grand Tour”.
I całkiem możliwe, że Koronę Kielce też czeka Grand Tour, tylko jakie? W wariancie optymistycznym to wyjazdy do dalekich Kazachstanu, Gruzji czy Azerbejdżanu po awansie do europejskich pucharów.
Ale jest też druga możliwość: w niższej klasie rozgrywkowej urzędują takie drużyny jak Chojniczanka Chojnice. Też ładny kawałek drogi z Kielc.
W każdym razie Korona Kielce Grand Tour brzmi dumnie. Zwłaszcza że wersja kombi rzeczonego Renault Laguna też nazywała się Grandtour.
A, jak wiadomo, samochody kombi i podmioty publiczne mają wspólną cechę- dobrze mieści się w nich rodzina.

Andrzej Szczodrak



Motofikcja wyjaśnia: O co chodziło ze Škodą Snowman?

snowman

fot. Škoda

Potwierdzono już, że nowy model Škody będzie nosił nazwę Kodiaq. Uzupełnienie gamy o dużego SUVa to dla czeskiego producenta wręcz konieczność. W całej sprawie tajemnicza jest tylko jedna rzecz: jakim cudem tyle mediów spekulowało, że to auto trafi na rynek jako Snowman?

Ok, w krajach anglojęzycznych nie usłyszymy „You snowman!” jako obelgi. Nie grozi nam też „Du Schneemann!” w Niemczech, ani „Ty sněhulák!” w Czechach.

Ale żeby południowi bracia stwierdzili, że nad Wisłą nie ma się z czego śmiać i szykowali się do stworzenia polskiego odpowiednika Łady, która Nie Chodzi (No Va) lub autoerotycznego Mitsubishi (http://autokult.pl/6398,prostytutka-gile-z-nosa-lajno-niefortunne-i-wulgarne-nazwy-aut)?

Firma chcąca sprzedawać 1,5 mln. samochodów rocznie rozważa nazwę, która w sąsiednim kraju kojarzy się z obelgą „Ty bałwanie!”. Serio?

Oto możliwy przebieg wydarzeń według Motofikcji:

 

Miejsce: Škoda Auto Polska, dział PR

– Słyszeliście wieści z centrali? Będzie SUV większy od Yeti!

– I słusznie, bo to samograj. Najpopularniejsza marka rodzinnych aut wypuszcza nowy samochód w najpopularniejszym rodzinnym segmencie.

– No tak, ale w Polsce autem rodzinnym wciąż jest kompakt lub coś z segmentu B.

– To musimy zrobić szum wokół tego SUVa na długo przed premierą.

– Jak to osiągniesz?

– To proste. Dwa główne tygodniki motoryzacyjne w Polsce należą do dwóch dużych zachodnich wydawców. Podobnie jak kilka miesięczników. Jeżeli trafimy do właściwych dziennikarzy na Zachodzie, polską prasę zaleje masa przedruków na temat naszego auta. Czytelnicy muszą mieć wrażenie, że w dniu premiery nasz SUV wyjedzie z ich lodówki.

– Z lodówki powiadasz? No to operację „Snowman” uważam za rozpoczętą. Dzwonię do Czechów, by ludzie od kontrolowanych przecieków zwrócili szczególną uwagę na dziennikarzy dwóch koncernów.

Sympatycznym polskim PRowcom Škody udało się osiągnąć cel. Samochodu tak często zapowiadanego w rodzimej prasie motoryzacyjnej nie było chyba od czasu projektu X1-79, czyli … Cinquecento. W sukces przekuto nawet pewne nieporozumienie- słowo „Snowman”, będące kryptonimem projektu PRowego, wypłynęło do mediów jako potencjalna nazwa modelu. Kontrowersja (że jak? że Bałwan?) dobrze się sprzedaje. W marcu 2016 roku statystyki publikacji były tak dobre, że aż postanowiono strollować osoby traktujące tę nazwę poważnie. Jako żart primaaprylisowy wysłano informację o nowej Škodzie Snowman będącej … ratrakiem (http://www.mototarget.pl/news,snowman_czyli_pierwszy_ratrak_skody,21261.html).

Było też inne nieporozumienie. Jeden z pracowników polskiego PRu Skody użył w rozmowie z czeskim kolegą słowa „droga”. Jako że „droga” to narkotyk, zostało to odebrane jako prośba o przesłanie porcji marihuany. Zanim uczynny Czech zdążył podjąć próbę zakupu, zadzwoniono do niego ponownie i wyjaśniono, że polscy PRowcy starannie monitorują główne czasopisma motoryzacyjne w naszym kraju.

I nie potrzebują dodatkowych rozśmieszaczy.

Andrzej Szczodrak



Pan Prezydent tańczy, czyli krótka historia o oponowaniu

King_of_Europe_Round_3_Lydden_Hill_2014_(14356011899)

Steve Moore na King of Europe w 2014 r.
Fot. Rowan Harrison

 

Po rozmowie z żoną wzburzony Pan Prezydent udał się do swego parku maszyn:

– Panowie, mamy tu jakiś wóz sportowy?

– Ależ Panie Prezydencie…

– No dobra, to chociaż jakąś tylnonapędową limuzynę. Bo jedziemy na kręte górskie drogi. Do Karpacza. Polatamy bokiem!

– Ależ Panie Prezydencie, na takie podróże to tylko SUV…

– Dajcie mi spokój z tymi pudełkami. Jak mówię, że ma być męski wóz, to ma być męski wóz i już! I proszę, żeby pojechał ze mną kierowca, który najlepiej wypadł na płycie poślizgowej. Ekhm, znaczy się: najlepiej jeździ poślizgami. Macie mi znaleźć BORowskiego Pawła Trelę, jasne?!

W okolicach Karpacza Pan Prezydent zakomenderował:

– Panowie, dawać mi tu na trasę King of Touge.

– Pan Prezydent chce pooglądać?

– Jakie pooglądać? Mówiłem, że będą drifty!

Gdy pancerna limuzyna dojechała na miejsce Pan Prezydent jeszcze raz obwieścił swoje oczekiwania:

– Ma być bokiem, z dużą ilością dymu! A jeśli dacie radę zaprezentować mi przejazd w parze BMW Serii 7 kontra BMW Serii 7, daję premię!

Cóż, BORowcy nie mieli innego wyjścia i potulnie (o ile taki styl prowadzenia, po, bądź co bądź, drodze publicznej, można skojarzyć z potulnością) wykonali rozkaz. Efektownej jazdy było co niemiara i dopiero dojazd na imprezę narciarską stanowił dla kierowców okazję, by ochłonąć.

W drodze powrotnej Pan Prezydent nijak nie sprawiał wrażenia nasyconego adrenaliną:

– No, panowie. Drifty już były, teraz liczę na ostrą jazdę po prostej!

Nagle….

Trach! Łup! Iiiiii… Wrrrr… Iiiiii

Kilku uczestników konwoju najadło się strachu, ale BORowiec, który siedział obok Pana Prezydenta twierdzi, że jeszcze nigdy nie widział Głowy Państwa tak rozpromienionej.

Auto zatrzymało się w rowie, a Pan Prezydent zapytał:

– Po oponie?

– No, po oponie- smutno przytaknął jeden z BORowców.

– Panowie, fantastycznie się jeździło, to była kapitalna robota, dziękuję wam, wszyscy macie premie! Droga ta opona?

– Jak sku (khem) …, jak skórzany płaszcz haute couture…  Ależ Panie prezydencie, przede wszystkim to my przepraszamy, złamaliśmy wszystkie…

– Cicho! Wyoponowaliśmy tę Beemkę na cacy. I o to chodziło! A moja Agata ciągle mi powtarzała, że przy Panu Prezesie to ja za grosz nie umiem oponować.

http://sjp.pwn.pl/sjp/oponowac;2569846.html

Andrzej Szczodrak