Człowiek-Pająk kultury motoryzacyjnej? Jeden model jest bezkonkurencyjny

Najnowszy film o Spider-Manie podbija kina. W świecie motoryzacji niektórzy, jak Škoda Polska, subtelnie do niego nawiązują, zaś BMW z racji współpracy z Marvelem i Sony Pictures stosuje kreatywną i kontrowersyjną „promocję krzyżową” (cross-promotion). Tytuł „Brand new day” i określenie „Neue Klasse” nieźle ze sobą współgrają, ale szukanie dobrze uargumentowanej odpowiedzi na pytanie o „Spider-Mana kultury motoryzacyjnej” może poprowadzić w zupełnie innym kierunku.


Moim zdaniem pytanie to jest jednak czymś więcej niż tylko eksperymentem myślowym. Spider-Man ma być „bardzo ludzkim superbohaterem”. Stan Lee używał określeń takich jak „Pająk z sąsiedztwa”, które na trwałe wpisały się w wizerunek tej postaci. Zabawa w szukanie dwu- lub czterokołowego odpowiednika Spider-Mana przekłada się na pytanie, czy codzienny lub popularny pojazd też może być „superbohaterem”.
Choć w klimacie umiarkowanym, zwłaszcza przy dzisiejszym dostępie do samochodów, każdy motocykl jest pojazdem na specjalne okazje, warto jeszcze na chwilę pozostać przy marce BMW i pochylić się nad wizerunkiem GS-ów. Te „zbyt łatwe” i „zbyt” popularne maszyny płacą za swą uniwersalność etykietką przeznaczonych dla niezbyt charakternych jeźdźców. W świadomości fanów motoryzacji przystępność i superbohaterstwo jednak niespecjalnie idą w parze.
Nie jestem fanem sztucznej inteligencji, ale „o propozycję modelu samochodu lub motocykla, który można uznać za odpowiednik Spider-Mana w kulturze motoryzacyjnej” zapytałem też Chata GPT. Zaczął dość … interesująco:
„To ciekawe porównanie, bo Spider-Man nie jest ani najpotężniejszym, ani najdroższym superbohaterem. Jest za to:
• młody i dynamiczny,
• niezwykle zwinny,
• szybki bardziej dzięki refleksowi niż brutalnej mocy,
• dostępny i „bliski ludziom”,
• efektowny, ale nie ostentacyjny,
• uwielbiany przez fanów i rozpoznawalny na całym świecie.
Jeśli przełożyć te cechy na motoryzację, otrzymujemy kilka bardzo ciekawych kandydatów”.


Trenerzy modelu językowego zarobili u mnie jednak również pewnego plusa- „kultura motoryzacyjna” znaczy „samochodowo- motocyklowa” z traktowaniem na równi obu tych nurtów. Bez dodatkowego pytania otrzymałem dwie listy propozycji- z autami i z jednośladami. W obu przewijają się wariacje przymiotnika „zwinny”, który został też bezpośrednio przypisany liderom: Aprilii RS 660 oraz Mazdzie MX-5. MX-5 jako „najlepszy odpowiednik” wygrała z Toyotą GR86, Hondą Civic Type-R i Porsche 718 Caymanem. Za Aprillą, przy której znalazł się dopisek „najbardziej «Spider-Man»”, uplasowały się Triumph Street Triple RS, Yamaha YZF-R7 oraz KTM 890 Duke R.
Sieci neuronowe łatwiej odwzorowują „zdrowy chłopski rozum” niż żelazną logikę, ale propozycja wydaje się dość spójna. GPT zebrał maszyny o sportowym charakterze, bazujące na czymś innym niż brutalna moc. Wraz z wielką mocą na drugi plan zeszła też wielka odpowiedzialność- ta za udział w życiu codziennym kierowców i ich bliskich. Reprezentuje ją przede wszystkim Civic Type-R. No właśnie- czy ktoś zastanawiał się mocniej nad tym, dlaczego każdy Civic otrzymuje jakby wizerunkowe wsparcie od Type-Ra, ale podobna prawidłowość nie występuje w przypadku Golfa, którego sportowe wersje- R, GTI i GTD funkcjonują niemal jako osobne byty.
Tymczasem to właśnie Golf, rozumiany całościowo, jest moim kandydatem na motoryzacyjnego superbohatera z sąsiedztwa. I muszę się tu przyznać do dwóch rzeczy, które teoretycznie mogłyby mieć na to wpływ:
1. na co dzień jeżdżę Octavią,
2. współpracowałem przez ponad 10 lat z Volkswagen Trends (oraz BMW Trends) i nadal zawsze chętnie coś dla tego medium napiszę.
Na argument „Andrzej, od lat obcujesz z autem, które jest technicznie Golfem i to dlatego chcesz dla Golfa docenienia” mam naprawdę przekonującą odpowiedź. Po pierwsze, jedyna linia modelowa, której związek wizerunkowy z hatchbackiem z Wolfsburga jest proporcjonalny do związku technicznego to sedany Jetta/Vento/Bora. Nie trzeba dochodzić do Leona, Octavii i A3, by wykazać, że „golfowate” mają własne marketingowe problemy i sukcesy. New Beetle i (The) Beetle bardziej ucierpiały za „zbyt mało Garba w Garbie” (co było technicznie nieuniknione) niż bezpośrednio za bycie „przebranym Golfem”. Natomiast przy Scirocco bardziej analizuje się niezawodne i problematyczne silniki, niż zadaje pytanie, czy baza jest wystarczająco sportowa. Ba, Audi TT z jednej strony bywało postrzegane jako „wóz sportowy dla branży beauty”, ale z drugiej- dla niektórych kierowców pierwsza seria okazała się sportowa aż za bardzo.
Po drugie, lecz z pierwszego wynikające, nobilitacja Golfa nie bardzo przenosi się na Octavię. Skoro Golf jest taki zwykły- niezwykły to zdecydowanie warto mieć oryginał, ze znaczkiem VW.
Argument współpracy z Volkswagen Trends to już broń obosieczna. Mogę bronić Golfa jako codziennego superbohatera, bo w życiu i w lekturze obcowałem z licznymi niesamowitymi Golfami. Auta tuningowe- to jedno, niezwykłe historie wersji sportowych i prototypów- to drugie, ale w dziejach Golfa da się również wskazać odpowiednik „instynktu pająka”. Jak zdolność do niemal ponadnaturalnego przewidywania (prekognicji), którą został obdarzony Peter Parker prezentuje się wprowadzenie Golfa Country na długo przed eksplozją popularności SUVów i crossoverów.
Że Country ostatecznie nie przyniósł Golfowi kolejnego sukcesu? A czy odpowiednik najbardziej ludzkiego z superbohaterów powinien być tak jednoznacznie niepokonany? Za to wyprodukowany w 558 egzemplarzach Country Chrom błyszczy na liście rzadkich wersji Golfa obok 71 sztuk GTI 60 Limited. Miejsca na liście unikatów pokazują, że model znany z wielkich wolumenów sprzedaży jest w stanie sięgnąć też po motoryzacyjne szlachectwo.
Volkswagen potrafi je zresztą zaznaczyć także w bardziej dostępnych wersjach GTI- kraciaste fotele i gałka dźwigni zmiany biegów w kształcie piłeczki golfowej niosą atmosferę wyjątkowości, a zarazem są bardziej rozpoznawalne niż wiele „smaczków” z segmentu supersamochodów.
Skoro zaś w kanonicznych opowieściach o Spider-Manie twórcą pajęczej sieci jest sam bohater, jawiący się jako geniusz nauk technicznych, to i do tego konceptu wypadałoby dopasować jakieś Golfy. Dwusilnikowy Pikes Peak, planowany jako baza rajdówek A59 oraz GTI W12-650 zdecydowanie załatwiają sprawę.
Ktoś może twierdzić, iż ten tekst to wyraz tęsknoty za Trends na papierze (i oby faktycznie wróciły), ale piszę go przede wszystkim dlatego, że nienawidzę etykietek „motocykla dla zblazowanych” i, przede wszystkim, „nudnego samochodu”. Choć główny riff utworu Manic Street Preachers „Motorcycle Emptiness” brzmi naprawdę pięknie, te dwa sposoby myślenia to prezenty dla tych, którzy chcą byśmy korzystali z motoryzacji tylko przy specjalnych okazjach.
A docenienie pojazdów używanych na co dzień jest świetną odtrutką. Bo tak naprawdę Wasz zysk ze zjawisk kulturowych takich jak prezentacja Bugatti z kolekcji Ralpha Laurena w Luwrze, zatrudnienie Jeremy’ego Clarksona w „Milionerach” czy obecność cenionych aktorów w serii „Szybcy i wściekli” zależy od jednej małej rzeczy. Od tego, czy potraficie sobie zrobić ze zwykłych dojazdów małe motoryzacyjne święto.

Andrzej Szczodrak

Przestańcie pisać o „nudnych samochodach”. I tak nie wiecie, który samochód jest nudny

Autoblog, piórem Adama Majcherka, narzekał jakiś czas temu, że Polacy są nudni w tym, jakie samochody sprowadzają z Zachodu. Na czele listy znalazło się Audi A4, wysoko oczywiście Volkswagen Golf, który od zawsze jest ulubionym kozłem ofiarnym redaktorów i komentatorów socialmediowych narzekających na moto-znużenie. Tę nudę da się leczyć, ale najpierw należałoby ją solidnie zdiagnozować.

Bo czy „pozbawiony polotu” wizerunek Golfa jest zasłużony? Na pewno jest tak wałkowany, że można się zastanawiać czy pewna grupa propagandowo nastawionych publicystów politycznych nie ściągnęła z niego swojej narracji. Przecież Golf był Donaldem Tuskiem zanim stało się to modne. „Może kojarzyć się z gospodarczym prymatem Niemiec w Europie i jest winny naszemu marazmowi”- pasuje do obu sytuacji.

Nie to, żebym przez obronę Golfa chciał też bronić pana Tuska. Mam ten „komfort”, że nie przepadam za całym głównym nurtem polskiej polityki. Bo, przykładowo, widzę podstawy by sądzić, iż odpowiedzialność za doprowadzenie do słabych rządów pana Morawieckiego rozkłada się 50:50 między panów Tuska i Kaczyńskiego. A jako fan motoryzacji nie mam powodów, by cenić pracę premiera, który w samym 2021 r. podjął kilka decyzji równoważnych zrobieniu śniadania do łóżka działaczom organizacji takich jak „Miasto jest Nasze”, i to po uprzednim dostarczeniu tym działaczom innych, bardziej intymnych przyjemności. Premiera, który takim działaniem wbił nóż w plecy rozsądnym lokalnym pisowcom łączącym przyjemne (zdobywanie punktów w sondażach) z pożytecznym (pracą na rzecz mieszkańców) w twardym sprzeciwie wobec pomysłów wspomnianych miastojanuszy. Jeśli sensowni lokalni pisowcy mają być zdradzani przez własnego premiera, a rozsądnie myślący lokalni działacze Platformy- rozjeżdżani „lowelkiem” przez Gazetę Wyborczą za to, że są za mało „postępowi” w dziedzinie transportu, to ja naprawdę serdecznie dziękuję za propozycje kibicowania komukolwiek w takiej polityce.
Tu się aż prosi o to, by być całkowicie w poprzek, i, na przykład, uważać Niemcy za głównego sojusznika Polski, a jednocześnie widzieć potrzebę, by często dogadywać się bardziej z niemieckimi instytucjami społeczeństwa obywatelskiego (w kwestii motoryzacji np. z ADAC) niż z tamtejszymi politykami.

Czy wypowiedź o polityce jest tu dygresją? Jest i nie jest. Jak pokazuje przykład nieszczęsnych rządowych dopisków do francuskich reklam samochodów oraz motocykli (https://autogaleria.pl/reklamy-samochodow-we-francji ), to właśnie ludzie zaangażowani w politykę rozwalają kulturę motoryzacyjną. A stereotypy o tym, że jakaś grupa aut jest nudna bardzo im w tym pomagają. Samochód jako „urządzenie do przemieszczania się z punktu A do punktu B” łatwiej zastąpić transportem publicznym i, częściowo, rowerami niż pojazd wyrażający twórczą pasję projektantów i inżynierów, a zarazem stanowiący ekspresję osobowości właściciela i traktowany przez tego właściciela prawie jak domowe zwierzę.
Polityków ani polskich, ani niemieckich, bronić nie chcę, mogę jedynie bronić Niemców przed kompletnie niezasłużonym stereotypem ludzi zbyt pragmatycznych i pozbawionych polotu. To niemieckiemu reżyserowi byłem w stanie wytłumaczyć, że studiuję produkcję filmową i telewizyjną, by poznać uwarunkowania produkcyjne programów dziennikarskich. Dla polskiego środowiska filmowo-telewizyjnego było jasne, że moja obecność na Wydziale Organizacji Sztuki Filmowej PWSFTviT oznacza chęć zostania kierownikiem produkcji…
Dowód anegdotyczny? Może, ale poczekajmy na wyniki rywalizacji polskich i niemieckich dzieci w badaniu edukacyjnym PISA, do którego niedawno dodano testy dotyczące kreatywności. Jest wiele pól, na których my w Polsce po prostu w twórcze podejście nie inwestujemy. Przykładowo, niemal żądamy, by artyści, dziennikarze specjalistyczni czy działacze organizacji pozarządowych mieli drugą, „poważną” pracę. Dotyczy to również działaczy oraz dziennikarzy motoryzacyjnych i kończy się wieloma niewykorzystanymi szansami na ciekawsze wydarzenia, a także zalewem powierzchownych treści.
Choćby na tej podstawie, obawiam się, że wyniki wspomnianego badania PISA będą dość bolesnym dla polskiej opinii publicznej obaleniem stereotypu „nudnych Niemców”.

Stereotyp nudnego Golfa można obalić dużo szybciej. Podczas gdy polscy dziennikarze motoryzacyjni wesoło, po raz 57453, piszą, iż Golf jest solidny, ale nie budzi emocji, tenże Golf, w wersjach GTI i pokrewnych jest co roku fetowany w austriackim Wörthersee na jednej z największych na świecie imprez motoryzacyjnych zdominowanych przez jedną markę.

„Niezbyt ciekawy samochód” sprawia, że burmistrz miasteczka zaprasza na śniadanie 30 dziewczyn, które przyjechały własnymi tuningowanymi egzemplarzami.

Golf, przynajmniej w niektórych wersjach, ma kilka interesujących aspektów. Bo co składa się na ciekawy pojazd? Angażująca charakterystyka prowadzenia, dostarczający kierowcom dużo radości przebieg krzywych mocy i momentu obrotowego, dźwięk, odważna stylistyka i „to coś”- zwykle związane z historią.
Tak, to piękne cechy. Ale co najmniej dwie z nich nie przydają się autom i motocyklom zalegającym w garażach. Prawdziwie interesujące maszyny cieszą nie tylko tym, że dostarczają przyjemności z jazdy, ale też tym, że robią to dość regularnie. Samochody i motocykle, z klasykami włącznie, powinny jeździć. Czyni je to nie tylko bardziej użytecznymi, ale i ciekawszymi.
Tak, Bugatti La Voiture Noire z 2019 roku może zostać garage queen, bo jest czymś w rodzaju NFT na kołach. Pamiątką, świadczącą o wiedzy właściciela. Gdy wybuchły plotki o Cristiano Ronaldo jako kupcu, zastanawiałem się, czy piłkarz rzeczywiście poświęcił czas, by zapoznać się z historią oryginalnej 57453 (czy, jak wolę pisać ja, 57453/57222/57454).

W wypadku La Voiture Noire o samym zakupie, a przynajmniej o zamówieniu, które uruchomiło mocno inspirowany historią proces twórczy, można mówić jako o uczestnictwie w kulturze motoryzacyjnej.
No, właśnie- uczestnictwo w kulturze motoryzacyjnej. To jest to pole, które odróżnia właścicieli ciekawych aut i motocykli od użytkowników maszyn poruszających się z punktu A do punktu B.

Logicznie wynika z tego jedyny niezawodny sposób na znalezienie najnudniejszych pojazdów. Sposobem tym byłaby przeprowadzona np. przez SAMAR ankieta skierowana do kierowców, dotycząca wszelkich form kontaktu z kulturą motoryzacyjną. Od kupowania czasopism (z popularnymi tygodnikami włącznie) przez czytanie związanych z motoryzacją książek (nie takie ważne, czy będzie to „Sztuka ścigania się w deszczu”, biografia Berniego Ecclestone’a czy „Wyposażenie do obsługi, badania i naprawy samochodów”), oglądanie filmów i programów (tak samo- mogą być to „Szybcy i wściekli”, ale i „Italian Race” lub świetny program Wayne’a Cariniego), wyjazdy na zloty, wizyty w muzeach, oglądanie na żywo wydarzeń motorsportowych lub śledzenie ich transmisji, treningi na torach (karting i pit bikes też się liczą!) po jazdę dla przyjemności, bez szczególnego celu. O tym, czy właściciele danej maszyny są w takich kwestiach aktywni, nie decyduje ani segment, ani popularność. Czy w początkach drogi Volkswagena Typ 1 (Garbusa) ktoś mógłby przewidzieć, że jego posiadanie będzie niemal z definicji wiązało się z zaangażowaniem w kulturę samochodową?

Dopiero taka ankieta: „Jaki/e pojazdy pan/i posiada” plus „W jakich formach kultury motoryzacyjnej pan/i uczestniczy i jak często” pozwoliłaby wyłonić te nieszczęsne maszyny traktowane tylko jak zło konieczne, przemierzający trasę z A do B i nic poza tym. Jakoś jestem spokojny o to, że np. Golf „przegrałby” z kilkoma przednionapędowymi crossoverami.

Przy okazji, chętnie poradzę Wam co zrobić, by Wasze pojazdy stały się ciekawsze. To nie jest tekst sponsorowany, ale z radością dzielę się informacją, że do moich motoryzacyjnych działań dołączyła praca nad blogiem i Klubem UPALAM.pl. Świetne przeżycia związane z motorsportem, w tym przejazdy z ciekawymi Kierowcami, możliwość wspierania Zawodników, również niewielkimi kwotami, w zamian za udział w organizowanych przez Nich atrakcjach, szansa poszukiwania dużych i małych sponsorów dla własnej przygody motorsportowej, czy wreszcie zniżki u partnerów firmowych. To wszystko oferuje UPALAM.pl. Dlatego warto:

Zapraszamy!